logo

Żółw nie musi grzechotać

Żółw nie musi grzechotać

Żółw nie musi grzechotać. Ten woblerek był prawdziwym przełomem w naszym sumowaniu. W naszym czyli klubu "10,5",który nieformalnie władał nocną Wisłą na odcinku warszawskim na przełomie stuleci.

Należał do niego każdy z naszych znajomych, kto złowił na spinning ponad 10 kilogramowego suma. Łowiło się na baryłki najpierw oryginalne Big S później na przerabiane rosyjskie podróbki. Ani te pierwsze ani drugie nie były doskonałe. Konieczna była wymiana sterów aby baryłka żwawiej się ruszała, a poza tym gdy do sumowego użycia weszły plecionki wąsate rybska zaczęły wyrywać blaszkowe uszka rosyjskich podróbek. I wtedy dostałem od Darka Małysza pierwsze "żółwie" - nie pamiętam kto wymyślił tę nazwę ale idealnie pasowała ona do Leika -grubego, ciężkiego i pancernego woblerka, którego atrybutem oprócz właściwego kształtu i masy było to, że po kilku nocach powodował u wędkarza chorobę wibracyjną.

Okazał się idealny na nocne płytkie przelewy. Sumy waliły w niego bez względu na to jak był prowadzony z prądem, w poprzek, pod prąd. Na początku to była głównie moja broń , zwłaszcza model 5 cm . Pozostali klubowicze nie mogli jakoś zrezygnować z magicznego dźwięku grzechotek po którym można było poznać z odległości kilkuset metrów nocnego sumiarza. Ale żółwie były tak skuteczne, że z czasem każdy musiał je mieć w pudełku. W drugim roku funkcjonowania żółwia na rynku Wojtek Wawryniuk na 7 cm zielonego Leika złowił 2 metrowego suma , chyba największą r ybę jaką na koncie ma przynęta Dorado. Coraz trudniej w naszych wodach pobić ten rekord, ale zaręczam, że nie jest to niemożliwe. I jeszcze jedna ciekawostka związana z Leikiem. Dwa lata temu Jacek Stępień zaprosił mnie na sumy które miały buszować poniżej jednego z odrzańskich progów. Łowiliśmy 5 cm leikami. Sumów nie było ale żółwik okazał się znakomitą przynętą na... nocne bolenie i to wielkie, 4 - 5 kilogramowe. Marek Szymański

Udostępnij to: