Dorado Triada - Woblery Przygoda Produkty Gdzie Kupić Firma Sklep
  Zaloguj się...
 login
 Hasło
kontakt  KONTAKT siedziba  SIEDZIBA
Przjaciele piszą
Dorado Triada - Forum
Dorado Triada - Rekordy
O Woblerach Dorado Triada
Drużyna Dorado
  Przyjaciele Piszą [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10]  
Marcin Pawiński Powrót do listy artykułów
A może by tak na Wisłę?
10 października. Po miesięcznych namysłach, dywagacjach, perturbacjach, jedziemy nad Wisłę! Z Krosna wyruszamy po pracy. Plan zakłada rozpoznanie rzeki w okolicach Szczucina. U celu podróży jesteśmy dobrze po zmroku. Pani Doliny płynie cicho, powabnie, szeroko. Kusi tajemniczym wdziękiem niby kochanka topielców. Tymczasem My nie wiemy gdzie łowić! Na brzegu znajdujemy miłośników trunków wszelakich. Arek wybiega z auta, robi wywiad i już jedziemy według ich "zdaje mi się". Po chwili znów się zatrzymujemy. Jest wędkarz! Nie łowi, tylko siedzi na składaku i gapi się w wodę. Po kilku zdaniach mamy kompana. Jacek kieruje nas kilka km "pod prąd" i obiecuje niebawem dołączyć . Docieramy na miejsce. Jest fajnie. Dwie krótkie, lecz obiecujące główki stawiają czoła ciemnej wodzie. Grill, kiszone ogórki, kawka, nieco pustych kalorii - full wypas! Pokrzepieni karkówką ciskamy gruntówki do wody. Na dwóch karasek, na dwóch pęczek pociech (rosówek). Ja i Kris liczymy na zbłąkanego suma albo przynajmniej sandała. Arek, zdeklarowany spinningista idzie z naszym przypadkowym przewodnikiem na sąsiednią główkę. Oczywiście próbuje wodę jakimś wobkiem. Po kilkunastu minutach żartuje -czy chcemy bolka na kolację? Jasne! Dawaj! Nie wierzymy - kto łowi rapę w środku nocy?- ale biegniemy. O kurde! Faktycznie! Boleń! W pysku ma zapiętego classica 11 cm w kolorze SP. Miarka pokazuje 61 cm. (Ariusz, ty nawet w studni rybę złowisz...). Z relacji Arka i Jacka wynika, że ryba dwa razy zaatakowała: "Zwijam i jest mocne szarpnięcie, coś holuję nagle szarpnięcie i luz. Czuję jak classic na nowo pracuje w nurcie, co jest myślę, nagle ponownie jak nie przywali. Siedzi! To chyba ta sama ryba, nie możliwe, żeby po kilku centymetrach zapięła się inna..." - powiedział Arek

Nocna boleń (fot. Kris)

Robi się późno. Z melancholii wyrywa nas brzęczek sygnalizatora Krzyśka. Jedzie! Kris kocimi susami dopada wędkę, czeka jeszcze chwilę, tak dla pewności. Żyłka ucieka mu spod palców. Już ma ciąć, gdy nagle linka wiodczeje. - "Puścił... A niech to szlag!. Trzeba było kontrować!". Idziemy spać. Panowie na pół rozłożonych fotelach, ja w bagażniku. Jest ciepła noc. Pomimo ciasnoty śpi się dobrze.

Nasze spanie (fot. Kris)

Poranek wita nas gęstą jesienną mgłą. Ociężali pakujemy z Krzysiem graty podczas, gdy Arek już od dwóch godzin próbuje się odnaleźć w wartkim prądzie. I znajduje! Jego starania i praca zostają nagrodzone. Na dociążonego oliwką Invadera 7 łowi za warkoczem upragnionego sandacza. Wampir jest krótki (38cm) i wraca do wody. Ale satysfakcja pozostaje. Przed południem powietrze rzednie i zaczyna grzać cudne słońce. Powoli odkrywamy uroki nadwiślańskiego, jesiennego pejzażu. Postanawiamy z Krzyśkiem, że wyprzedzimy Arka o kilkaset metrów. Schodzimy nad wodę. Przed nami ukazuje się fantastyczna przykosa na całą szerokość rzeki. Zauważam spore koło w zasięgu rzutu. Spodziewam się bolenia. Dobrze się składa, bo na żyłce dynda classic 9 cm w kolorze S. Rzucam i ściągam energicznie przynętę na granicy płycizny i głębiny. Po zaledwie trzecim rzucie coś luzuje a następnie mocno wali w kij. Jest! Mam cię! Na żyłce 0,28 duży bolek nie ma szans. Po kilku próbach walki spuszcza z tonu, a ja pewnie, choć z rozwagą, prowadzę go do brzegu. Połknął całego woblera! Jest gruby i mierzy 62 cm. Pierwsza w życiu rapa i od razu taka ładna.

Pierwsza rapa Marcina (fot. Kris)

Później Kris, łowca i wielbiciel szczupłych, łowi swoją koronną rybę. Szczupiec ma jakieś 25 cm, oprócz tego kilka podobnych mu kleniowatych. Natomiast Arek żałując nieco, że tyle czasu poświęcił jednej główce wypytuje następnego przygodnego autochtona, - gdzie tu jeszcze można połowić? Manele na pakę i jedziemy 7 km wyżej do Kupienina. Tu też jest ciekawie. Arek oczywiście nie poprzestaje w zbieraniu informacji i już męczy następnego gościa "po kiju". Jak zwykle okazuje się, że warto! Po 15 min marszu docieramy nad zerwaną burtę. Mistrzostwo świata! Podmyty brzeg, korzenie, umiarkowany uciąg. Ale ryby nie biorą. Kris idzie jeszcze wyżej pogonić manifestującego swoją obecność bolenia. Bez powodzenia. Łowimy na różne sposoby i przynęty. Poruszając się z biegiem Wisły docieramy do obiecującej kamiennej opaski. Arek proponuje zapolować na jazia lub klenia. Zbroimy się zatem w jadowite alaski. Mam 3 konkretne pobicia na Alaskę 2,5 FT Niestety zbyt sztywny kij sprawia, że nawet nie zapinam ryb. Chłopaki ani tyle. Na szczęście Arek, wytrawny znawca Dorado i rybich upodobań zacina coś na większą i głębiej schodzącą niż nasze - 3,5 cm Alaskę. To gruby kleń. Fiszka ma 43 cm i pewnie pod 2 kg, takie prosię!

KLen polakomil się na 3,5 cm alaskę (fot. Kris)

Łowimy, łowimy. Dzień się chyli ku zachodowi, lekki watr płoszy liście a słońce przypieka prawie jak w sierpniu, jednak stopniowo słabnie. Zostaje 1 godzina biczowania. Omijamy ocalałe w tym miejscu klatki, nazywane przez miejscowych tamami a razem z nimi wędkarzy stacjonarnych. Kilkaset metrów niżej po klatkach znajdujemy tylko zatopione wypłycenia. Może tutaj? Jednak Wisła w tym miejscu nie wydaje się zbyt atrakcyjna. Bardzo niski poziom sprawia, że próżno szukać przelewów, warkoczy i innych lokali uczęszczanych przez ryby. Wykonuję ostatnie rzuty seledynowym twisterem. Nagle opór przynęty zmniejsza się do zera a kiedy zaczynam nawijać równo gumka sama płynie w moją stronę... konsternacja, decyzja TNIJ! ... za późno... coś zatrzepotało i "po ptokach". Wracamy do Trampera. Panowie idą jeszcze na opaskę a ja gotuję ostatnią kawę i robię kanapki z byle konserwą, która po całym dniu smakuje wybornie! Kris i Arek wracają po pół godzinie bez ryb. Ostatnie zdjęcie, pakujemy się i w drogę! Przed nami 120 km i szansa obejrzenia zwycięskiego (jak się okazało) meczu Polska -Portugalia.

Ostatnie pamiątkowe zdjęcie (fot. aparat Kria na trampku)

Tak zakończył się nasz wypad nad królową Polskich rzek. Wrócimy tu na pewno! - przecież Kris musi upolować swojego bolka! - Tekst Marcin Pawiński Foto. Krzysztof Wójcik (Kris)

Powrót do Listy     |     Do góry
Copyright © 2005 Dziki (HTML, PHP, JavaScript), Ariusz (Design)