Dorado Triada - Woblery Przygoda Produkty Gdzie Kupić Firma Sklep
  Zaloguj się...
 login
 Hasło
kontakt  KONTAKT siedziba  SIEDZIBA
Przjaciele piszą
Dorado Triada - Forum
Dorado Triada - Rekordy
O Woblerach Dorado Triada
Drużyna Dorado
  Przyjaciele Piszą [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14]  
Leszek Biega Powrót do listy artykułów
Dzika rzeka
Rzeka to jest mój "żywioł". Dlatego moim ulubionym łowiskiem pstrągowym jest San ,oraz mała tajna rzeczka. O tym jak łowić na Sanie ,napisano już dużo. Ja skoncentruję się na małej zakrzaczonej rzeczce. Może ktoś z was spotkał takową. Ale ominą ją z daleka ze względu na jej niedostępność. O tym że tam są pstrągi musimy przekonać się sami, lub podsłuchaliśmy czyjąś rozmowę. Bo adresu raczej nikt nam nie zdradzi. Moja tajna rzeczka jest to łowisko trudne technicznie (patrz foto).


Brodzić się nie da, zbyt niebezpiecznie. Dołki na chłopa, woda mało przejrzysta, nawet na płyciźnie dna nie widać. Do tego dużo wystających z wody konarów ostrych gałęzi. A pod wodą jeszcze więcej. Dużo ściętych pni, gałęzi zwisających nad wodą. Wszystko to czyni z tej rzeczki bardzo trudne technicznie miejsce. Ale tu są pstrągi i to jedno słowo powoduje u mnie dreszcze, i każe mi się przedzierać przez chaszcze. Nie ważne komary, niewidoczne dziury bobrowe, ważne ze tu mieszkają kropkowańce. Teraz jak się do nich dobrać. Na łowisku oczywiście zachowujemy się jak najciszej. Jednak indiańskie podchody nie są konieczne. Głównym czynnikiem prowadzącym do sukcesu jest celność rzutu oraz cierpliwość. Celność niemalże snajperska. Na Sanie 2 metry w lewo czy w prawo nie ma większego znaczenia, tutaj 20 cm chybisz i siedzisz na krzaku. Więc jeżeli masz duży rozrzut potrenuj na trawie. Większość rzutów wykonuję z pod siebie. Na wymach jest mało miejsca. Tutaj sobie nie pomachamy. Można również woblera puszczać z prądem.


Mój sposób na pstrąga polega na cierpliwości, a nie na przemierzaniu kilometrów rzeki. W tych warunkach jest to zabójcze. Kryjówek jest dużo, pstrąg może stać wszędzie. Do niektórych nie ma możliwości się dostać, i coś mi się wydaję że kropkowańce o tym wiedzą. Jeżeli znajdę obiecującą miejscówkę wykonuje nawet kilkadziesiąt rzutów dokładnie w jedno miejsce. Jeżeli tylko pstrąg tam jest to wcześniej, czy później musi walnąć. Plusk spadającego woblera wcale go nie płoszy. Myślę że go nawet przyciąga. Mówię o delikatnym pluśnięciu. Przecież wykonujemy delikatny rzut z pod siebie na odległość 4 -5metrów. Nieraz miałem atak natychmiast po wpadnięciu woblera do wody. Więc bierzemy go na wytrzymałość.


Po kilkunastu rzutach w to samo miejsce często następuje delikatne puknięcie. Odpędza intruza. Już jest mój. Daję mu chwilkę spokoju. Rzucam w inne miejsce. Po chwili poprawiam mu. Znów delikatne puknięcie. Jeżeli się nie skłuł, czuć to na kiju, przywali jeszcze raz. Po kolejnym puknięciu nie wytrzyma i walnie tak, aż się woda zagotuję. Nigdy nie odchodzę z takiego miejsca, chyba że przestaje całkowicie reagować i nie daje żadnych odznak życia. Ale wracam na koniec łowienia i wtedy w pierwszych rzutach siedzi.


Teraz czym łowię: przynęta nr 1 to wobler pływający. Tonących nie używam ze względu na straszną ilość zaczepów. Dobry jest wobler szybko schodzący do 1m. Bardzo dobre są 4cm Invadery Dorado. Kolorystyka naturalna. Skuteczny kolor niebieski ze względu na małą przejrzystość wody. Jednak najskuteczniejszy na pstrąga jest pstrąg. Moim ulubieńcem jest Dorado Alaska pstrąg (TR). Jego duży ster odbija się od licznych zaczepów, i pięknie schodzi w dołki. Należy mu zmienić kotwice na mniejsze ponieważ się sczepiają. Ja mam jeszcze ze starych zapasów, być może w nowych to zjawisko zostało wyeliminowane. W miejscach mniej zakrzaczonych używam obrotówek. Wielkość 0 i 1 kolory black furry oraz srebrny z akcentem niebieskim. Skuteczne są też małe wahadłówki. Jednak w tych warunkach najlepiej łowi mi się na woblery. Łowienie z prądem czy pod prąd nie ma tu znaczenia. Po prostu łowimy tak jak pozwalają na to warunki. Z jednego miejsca rzucam we wszystkie strony, bo innego podejścia już nie ma


Teraz coś o sprzęcie: Na początku używałem mocnego kija do 40g.żyłka 022. kołowrotek ustawiony na maxa tj. przed zerwaniem żyłki. Nie wolno pozwolić rybie na żaden dłuższy odjazd. Tu nie ma miejsca na zabawę. Każdy dłuższy odjazd kończy się utratą ryby. Jednak nie czułem delikatnych puknięć i często wracałem o kiju. Po nabraniu doświadczenia łowie na wklejanke do 15g oraz dobrą żyłkę 018. Do tego dobry kołowrotek z hamulcem ustawionym na maxa. Pstrąg nie może zerwać żyłki. Na delikatnym kiju pstrąg nie odjeżdża, tylko robi szaleńcze młynki. Do podbierania bezwzględnie używam podbieraka. Walka rozgrywa się często na kilku metrach kwadratowych wody.


Tutaj nie ma czasu a właściwie miejsca na zmęczenie ryby. Hol musi być zdecydowany krótki, jeszcze w trakcie szaleńczych młynków ryba musi znaleźć się w podbieraku. Naprawdę ta szaleńcza krótka walka daje tyle wrażeń, że trudy z przedzierania się przez busz bledną i już planujemy następny wypad. Naprawdę namawiam was do szukania takich rzeczek a satysfakcja gwarantowana. Jednak musimy się liczyć ze stratami. Aby ograniczyć ilość strat musimy mieć dobry uwalniasz przynęt. Odradzam wchodzenie do wody. Możemy stosować plecionkę, uwolnimy większość przynęt, ale lekko zapięte ryby będą nam spadać. Ja stosuję tylko żyłkę, jej rozciągliwość w tych warunkach naprawdę jest przydatna. Dobrze jest mieć własną "fabrykę" woblerów. Wobki mojej roboty wcale nie ustępują sklepowym. Mają tę zaletę, że nie żal jest wysłać go do ekstremalnego zadania. No i często wracają ze zdobyczą. Kilerki z mojej fabryczki.


Oglądajcie uważnie fotografie, są to typowe miejsca, w których czają się pstrągi. Myślę że to da wam lepsze rozeznanie niż opis. Wieczorem pstrągi wychodzą ze swoich kryjówek aby coś przekąsić. Wówczas szukam kawałka spokojniejszej wody. Jeżeli wystaje jakiś konar z wody, a opływająca go woda tworzy mały warkocz, jest to bankowe miejsce żerowania ryby. Użyjemy wtedy innego woblera. Płytko schodzący mniejszych rozmiarów. Dobra jest najmniejsza rapala oryginal. Idealnie będzie jeśli uda nam się rzucić 1 m powyżej warkocza i poprowadzić przynętę wzdłuż warkocza na pograniczu wody spokojnej. Jeżeli uda nam się wykonać ten manewr z prądem to sukces gwarantowany.


W takich miejscach skradajmy się jak czapla. Szum poruszanej trawy i odsuwanych gałęzi nie płoszy ryb tak jak głośne stąpanie po wodzie.


W niektórych miejscach można poczuć się jak w ogrodzie botanicznym. Z takiego miejsca nigdy nie zabieram ryby.


Na takie wejście na pniaczek możemy sobie pozwolić dopiero po dokładnym obłowieniu strefy wokół niego. Wejście pozwoli nam spenetrować dalsze odcinki wody niedostępne w inny sposób.


W takim miejscu jak to kardynalnym błędem będzie stanięcie na jasnej czystej ziemi widocznej na fotografii. Najlepiej byłoby wejść w chaszcze i obłowić to podmycie wzdłuż. Niestety jest to niemożliwe. Więc należy cichutko podejść, puścić woblera z prądem w dół i obłowić to miejsce w ten sposób że w końcowej fazie nie kręcimy kołowrotkiem tylko prowadząc wędzisko w lewo kończymy na maksymalnie wyciągniętym wędzisku. Wobler kończy swój bieg przy brzegu na wysokości jasnej plamy.


Zachęcam wszystkich, nie tylko zapaleńców, do odwiedzania takich małych dzikich rzeczek. Potwora tu nie złowimy, ale o niespodziankę nie trudno. Wrażenia z udanej wyprawy naprawdę długo pozostaną w pamięci. A złowiony pstrąg będzie pięknym dodatkiem do wspaniałej wędkarskiej przygody.

Powrót do Listy     |     Do góry
Copyright © 2005 Dziki (HTML, PHP, JavaScript), Ariusz (Design)