Dorado Triada - Woblery Przygoda Produkty Gdzie Kupić Firma Sklep
  Zaloguj się...
 login
 Hasło
kontakt  KONTAKT siedziba  SIEDZIBA
Przjaciele piszą
Dorado Triada - Forum
Dorado Triada - Rekordy
O Woblerach Dorado Triada
Drużyna Dorado
  Przyjaciele Piszą [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14]  
Leszek Biega Powrót do listy artykułów
TRZY RZEKI-JEDNA RYBA
TRZY RZEKI-JEDNA RYBA Leszek Biega Wisłok, Wisłoka i San to według mnie na Podkarpaciu najlepsze rzeki brzanowe. Na Wisłoku łowię najczęściej, a to z tego powodu, że mam go pod nosem. Kiedyś Wisłok słyną z ogromnych brzan. I było ich sporo. Niestety przyszły lata chude dla ryb i złowienie brzany na tej rzece było niemałym sukcesem. Teraz obserwuję odradzanie się brzany na Wisłoku, cierpliwi mogą połowić nawet piękne okazy. Wisłoka przewyższa Wisłok swoją urodą. Naprawdę jest piękna. A San? No cóż San to San. W tej rzece można się zakochać.

Brzanowa miejscówka

Rzeki te mają jedną wspólną cechę, a mianowicie rynny brzanowe. Niejednokrotnie są do siebie podobne, na Sanie niektóre są dłuższe i szersze. Ze względu na jego szerokość często znajdują się na środku rzeki, i takie lubię najbardziej. Można dojść do nich z obu stron. Na Wisłoku i Wisłoce rynny w zdecydowanej większości znajdują się przy brzegu. Jeżeli mam możliwość dojścia do takiej rynny, zawsze dochodzę od strony wody. Dlaczego? Ponieważ od strony brzegu jest przeważnie mały pas spokojniejszej płytszej wody. A tam stoją klenie. Zakładam malutkiego Sieka i rzucam prostopadle pod sam brzeg. Klenie biją w wobler natychmiast po wpadnięciu do wody. Są to zazwyczaj maluchy, ale jeżeli maluch nie weźmie to z pogranicza spokojniejszej wody i prądu walnie grubasek. Po sprawdzeniu czy klenie reagują prawidłowo zabieram się za brzany.

Moja zdobycz

Sposób najprostszy, co nie znaczy najgorszy polega na tym, że staję na początku rynny. Zakładam woblera z długim sterem, musi pracować przy dnie. Jednak najważniejszą cechą dobrego woblera brzanowego jest jego kurczowe trzymanie się nurtu, w żaden sposób nie może wypływać do powierzchni ani rzucać się na boki. Powinniśmy mieć problem wyrwać go z wody. Wszystkie te cechy spełniają invadery Dorado. Według mnie są to najlepsze wobki brzanowe. Rzucam w rynnę ile fabryka dała. Powolutku zwijam do siebie. Co 1 do 2 m robię przerwę, stawiam wobka w prądzie nawet na 1 minutę, i znów do siebie, i przerwa, i tak w kółko. Następny rzut urozmaicenie: stawiam wobka, przekładam wędzisko w prawo na maxa, napór wody na wobler powoduje jego przesuwanie się w prawo, stawiam wobka, przekładam wędzisko na maxa w lewo, wobler zygzakuje w lewo. Stawiam, podciągam zygzakuję, i tak można aż do skutku. To zygzakowanie ma swoją zaletę, obławiam szeroki pas rynny. Na takiego trzepoczącego, lub przepływającego wolno w bok obok pyska brzany ryba musi zareagować. Każdy twardy zaczep zacinam. Branie brzany przypomina twardy zaczep o kamień. I teraz zaczynają się harce. Ale to już musicie sami odczuć, niektóre odjazdy będziecie pamiętać do końca życia.

Po udanym holu

Ja pamiętam taki jeden odjazd, przez całą szerokość Sanu. Wolno, ale zdecydowanie jakbym lokomotywę zaciął. Trzymałem się tylko kija i patrzyłem osłupiały jak żyłka ze szpuli ucieka. Opanowałem emocje i zwolniłem drag. Brak oporu, ryba stanęła, więc ja drag do poprzedniej pozycji i pompuję. Doholowałem do połowy Sanu, trwało to wieki, a ta bestia włączyła drugi bieg i znów znalazła się po drugiej stronie Sanu. I tam się spięła. Ludzie ile ja żyłki musiałem z powrotem nawinąć. Kotwica rozgięta, kółko łącznikowe jakaś elipsa. Pewnie wolną kotwiczką zaczepiła o kamień i się uwolniła. Często tak się zdarza, że brzana szorując po dnie w czasie holu wolną kotwiczką zaczepi o kamień i w ten sposób się spina.

Zestaw z boczny trokiem

Teraz zmodyfikujemy trochę sprzęt, aby dobrać się do brzan w bardzo głębokich miejscach, gdzie uciąg wody jest duży i ciężko małym woblerem, nawet tonącym sięgnąć dna. Sposób pracy woblerem jest identyczny jak wyżej. Użyjemy zestawu z trokiem bocznym. Zestaw montuję na potrójnym krętliku. Wobler, mała pływająca rapala wiążę na żyłce około 20-30cm o takiej samej wytrzymałości jak żyłka główna. Trok boczny o długości 10-15cm wiążę na żyłce o znacznie mniejszej wytrzymałości. Trok jest często narażony na zaczepy, więc stracimy tylko ciężarek. Uczulam żeby żyłka na bocznym troku była cieńsza. W trakcie holu, jeżeli ryba zaczepi ciężarkiem o zawadę musi łatwo go zerwać, a często tak się zdarza. Nie stosuję ciężarków kroplowych, ponieważ strasznie klinują się w kamieniach. Bardzo dobre są obciążenia w kształcie pałeczki zakończone stożkiem przy krętliku. Łatwo je samemu odlać. W ten sposób mały pływający woblerek możemy sprowadzić do dna, do strefy żerowania brzan. Powiecie, że zestaw taki musi się plątać. Owszem plącze się, ale jest na to rada. W ostatniej fazie lotu zestawu tuż przed wpadnięciem do wody kciukiem zatrzymuję żyłkę na szpuli, szarpnięcie powoduję, że wpadający do wody zestaw rzadziej się plącze.

Portret "siłaczki"

Jednak nie są to moje ulubione sposoby łowienia brzan. Należę do tych spinningistów, którzy na wyprawie muszą zaliczyć odpowiednią ilość rzutów i przewinąć dużo kilometrów żyłki. Przecież po to wymyślili łożyska w kołowrotkach. Najbardziej lubię łowić brzany aktywnie. W tym celu wybieram niezbyt głęboką rynnę, koniecznie z dużymi kamieniami na dnie, im większe tym lepiej. Na znanym łowisku żaden problem. Na nowym któryś z tych trzech sposobów powinien się sprawdzić. Mamy, więc miejscówkę.

Tak łowię

Podchodzę do niej od strony wody. Łowienie zaczynam kilka metrów poniżej jej początku. Uwaga. Jeżeli początek rynny zaznaczony jest wyraźną wylewką na Wisłoku powyżej Rzeszowa, a na Wisłoce powyżej Pilzna na porwanego przez prąd wobka może walnąć ładny pstrąg. Na początek zakładam woblera płycej schodzącego. Mój ulubieniec to Classic 4 cm. Początek rynny jest zazwyczaj płytszy. Pierwsze rzuty wykonuję pod prąd, przerzucam rynnę na drugą stronę na spokojną wodę. Zatapiam wabik i spławiam go po łuku przez rynnę. Woblerek musi od czasu do czasu stuknąć w kamień. Kołowrotkiem kręcę tylko tyle żeby żyłka była napięta, oraz łuk, po którym porusza się wobler był jak najmniejszy. Moje ciało jest osią obrotu. Szczytówką podążam za woblerem jak cyrklem. W pierwszej fazie spławu woda samoczynnie sprowadza woblera do dna. Czuć jak wobler odbija się od kamieni. Jest to strefa najlepszych brań. W drugiej fazie, kiedy przepływa w poprzek rynny już rzadziej stuka o dno, ale brania są zdecydowane, o czym może świadczyć niski procent spiętych ryb. Trzecia faza to prowadzenie woblera wzdłuż rynny. Teraz wolno prowadzę z dłuższymi przytrzymaniami. Z jednego miejsca wykonuję dużo rzutów w różne punkty pomiędzy 10 a 2 godziną. Następnie schodzę wzdłuż rynny w dół 1do 2 m i zabawę zaczynam od nowa, i tak aż do końca rynny. Po obłowieniu całej rynny wracam na początek, ale nie wodą i zaczynam zabawę od nowa. Po zejściu kilku metrów w dół woda pogłębi się. Zakładam, więc mojego faworyta. Dorado Invader 4 cm pływający. Jeżeli i ten nie sięga dna to tonący załatwia sprawę. Kolorystyka naturalna,wobler w pierwszej kolejności ma się podobać wędkarzowi, a jego praca rybie.

Invader

Pan Darek chyba specjalnie dla mnie wymyślił Invaderki. Do takiego łowienia nadają się znakomicie. Co ważne nie spotkałem się żeby jakiś egzemplarz nie pracował. I nie jest to reklama woblerów Dorado, te Invaderki są naprawdę rewelacyjne. Jeśli jest coś dobre to należy to chwalić i polecać innym. W końcu każdy chciałby poczuć ten ból ręki, a ryba jeszcze nawet się nie pokazała, cały czas muruje do dna. I tego wam życzę.

Powrót do Listy     |     Do góry
Copyright © 2005 Dziki (HTML, PHP, JavaScript), Ariusz (Design)