Dorado Triada - Woblery Przygoda Produkty Gdzie Kupić Firma Sklep
  Zaloguj się...
 login
 Hasło
kontakt  KONTAKT siedziba  SIEDZIBA
Przjaciele piszą
Dorado Triada - Forum
Dorado Triada - Rekordy
O Woblerach Dorado Triada
Drużyna Dorado
  Przyjaciele Piszą [1] [2] [3] [4] [5]  
Robert Każmierczak Powrót do listy artykułów
Uno Silure
Po długich oczekiwaniach nadszedł ten oczekiwany dzień wyjazdu nad Pad, oczywiście i teraz nie odbyło się bez niespodzianek na dwa tygodnie przed odpadł Jacek, weteran naszych wspólnych wyjazdów. Krótka narada, co robimy - oczywiście jedziemy, a w między czasie rozpuszczamy wici może ktoś... i jest! Dzwoni Arek, że zabiera Tomka i jedzie, ale dzień wcześniej. Jedziemy, wyjazd o 22.00 Nowa trasa: Słowacja -;Węgry - Słowenia -; Włochy, po 16 godzinach ciągłej jazdy stoimy przed sklepem wędkarskim, kupujemy licencję i nad rzekę.


Tam witają nas chlebem i solą nasi koledzy, rozbijamy obóz, wodujemy łódź i spać. Pobudka zbroimy kije i na wodę, ambitnie trollujemy cały dzień i nic, ale oczywiście wiadomo, pierwsze koty za płoty - jutro będzie lepiej. Wieczorem tradycyjne ognisko i rozmowy wędkarskie, "dlaczego?". Dzień drugi pobudka, śniadanko


i .... Porażka deszcz, leje dwa dni. Jednym słowem tragedia. Jest poniedziałek przejaśniło się na tyle, że można pływać po rzece. Pływamy, dwa zespoły każdy inaczej prowadzi, zmienia przynętę ( na ten cel Darek przygotował cały worek woblerów, sprawdzone wzory jak i prototypy do testów) i nic, przynęty pracują znakomicie nie straszne im wykroty, zawirowania. Nurt z każdą mijającą godziną coraz silniejszy, woda zaczyna przybierać w tempie 40-50 cm na dobę.







Ogrom rzeki

Spływając do obozu zasięgamy języka, co u wędkarzy na brzegu, ich wyniki nie różnią się od naszych- zero brań. Wieczorem krótka narada i Tomek z Arkiem wracają do domu jeden dzień przed terminem, my z Darkiem zostajemy, wierzymy, że coś się zmieni. A woda przybiera. Kolejny ranek pływania po rzece i jak zwykle nic. Koledzy już spakowani, krótkie pożegnanie (zobaczymy się jesienią na niemieckich szczupakach), oni w drogę a my na ryby. Pierwszy, drugi zakręt nic, prostka i rzeka prawie zawraca. Wychodzimy z zakrętu i naglę okrzyk Darka: jeeeeest! Poczym następuje hol w tempie pociągu ekspresowego, sumek ( 125cm) ląduje w łodzi. Dopływamy do brzegu, kilka fotek i sumek wraca do wody.





Śmiejemy się, że Jonasze pojechali i teraz to dopiero będzie się działo. Woda ciągle przybierała, na przewężeniach rzeki nurt jest tak silny, że przyjemny troling zamienił się na walkę z kijem. Do wieczora wynik się już nie zmienia, przy ognisku dajemy sobie i sumom jeszcze jeden dzień, jak się nie poprawi to wracamy. Następny dzień okazał taki sam jak pozostałe zero kontaktu z rybą, więc, co -robimy zakupy: kartkóweczka i ziemniaki oraz włoskie piwo


Wieczorne ognisko pyszna karkówka i rozmowy takie same jak na początku wyprawy:, "dlaczego nie bierze?:. W miedzy czasie obserwujemy wodę, jej poziom podniósł się już niebezpiecznie wysoko, pomost, do którego podstawy cumowaliśmy łódź zniknął pod wodą razem z barierkami! Droga wyjazdowa położona niżej niż obozowisko pod wodą jakieś 30cm. Śpimy bardzo niespokojnie, Darek budzi się w nocy i sprawdza poziom wody -rośnie! Jest ranek, leżymy błogo przed podróżą i stało się najgorsze: zaczął padać deszcz, pospieszne zwijanie sprzętu, namiotu nie ważne jak żeby tylko było suche! W nocy przybyło jeszcze 10cm wody, żeby przejść drogą trzeba zakładać wodery, sprawdzam teren, Darek przebija się swoim Patrolem przez wodę, ostatni rzut oka na rzekę i w drogę do domu. Po powrocie Po powrocie kolegom z ironią pytającym się, kiedy znowu jedziemy nad Pad odpowiadam: jak to, kiedy, za rok! Robert

Powrót do Listy     |     Do góry
Copyright © 2005 Dziki (HTML, PHP, JavaScript), Ariusz (Design)