Dorado Triada - Woblery Przygoda Produkty Gdzie Kupić Firma Sklep
  Zaloguj się...
 login
 Hasło
kontakt  KONTAKT siedziba  SIEDZIBA
Przjaciele piszą
Dorado Triada - Forum
Dorado Triada - Rekordy
O Woblerach Dorado Triada
Drużyna Dorado
  Drużyna Dorado [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8]  
Marcin Pawiński Powrót do listy artykułów
Brzana Power
Czyli o tym, jak Marcin puchar zdobył...

W dniach 22-23 lipca rozegrane zostały zawody spinnigowe - II Puchar Dorado-Słonne 2006
To jest fragment pogaduchy z GG, o tym, jak udało mi się złowić brzanę.

Kris
Opowiadaj o zawodach bo u mnie z rybą kiepsko, i...

Marcin
Kris... nie ma o czym opowiadać... ;), impreza ZAJ..., TOWARZYSTWO WYBOROWE, PUCHAR W DOMU. No chyba, że przy piwku...

Kris
Przy piwku to mi jeszcze raz opowiesz :)

Marcin
No to rano o 7.30, wyjechałem, coś padało na miejscu nie ma nikogo. Znalazłem "Słoneczny Brzeg" - a! tu jesteście śpiochy paskudne! Jest Arek, zamówionych wobków dla mnie nie ma... Poszperał w worze z Dorado i pyta - jakie chcesz? Miał tego sporo. Potem idziemy koło kładki do pkt. Zbornego. Start! Yellow kurtka, trampki, spodenki, deszcz leje, wyglądam, jak jakiś oszołom nie z tej bajki - sami profesjonaliści od stóp do głów..., a ja?

Puchar Dorado 2006 r.


Woda przypominała tę w Bukowcu: mętna i bogata w wszelkie ingrediencje jak świąteczny żur. Nic nie widać. Przydzielono mi sektor A- czyli w górę rzeki.

Kris
No i? No i...

Marcin
Szczupakowy kij nijak nie chce posyłać lekkiego wobka, więc muszę stosować only pływające i spuszczam z prądem a dopiero potem przytrzymuję, przynęta robi łuk ku brzegowi i stopniowo dochodzi do dna – chyba nie za głęboko. Widzę, że z tej płynącej zupy goście już coś ciągną. Idę, przystaję, łowię, idę, przystaję, łowię... JEST! malizna klenikowa wraca do wody.
Już jestem poza zasięgiem kogokolwiek, słońce parzy, chaszcze , trawy, jeżyny tną mi nogi do krwi, bąki nie dają zarzucić, w środku dnia nawet komary się podrywają, a ja nic! Bo 3 nie miarowe kleniki i jeden tym razem akuratny uciekinier to żaden wynik. Dochodzę do kolejnej płani z głębszą wodą, jest urocza choć tak samo nie przenikniona jak inne fragmenty Sanu.

Kris
ciekawie...

Marcin
Łowię wzdłuż brzegu pod zwisającymi trawami. Jak mi nie przywali! - i nic. Znów szarpnięcie!

Kris
o!

Marcin
Chyba tak z 8 razy! Nie wetniesz, nie ma szans. Idę w górę, opuszczam chaszcze, bo się okazało, że lasem jechał komar, tuż za moimi plecami - to jakaś ścieżka musi być? Rzeczywiście jest. Nieco wyżej świnki jak malowane spławiają się pod nogami, a ja wciąż bez ryby. Powoli trzeba się zbierać, nawet nie wiem jak daleko jestem. Połowię jeszcze raz w upatrzonych wcześniej łowiskach i pokonany stawię się w bazie.

Zatrzymałem się po środku płani w miejscu, gdzie do wody zsunęły się głazy. Stanąłem sobie na takim płaskim, kwadratowym bloku i próbuję szczęścia w tajemnej, nie przeniknionej wodzie. Emocje opadają, za 1,5 godz. koniec zawodów. Jest pierwsza w południe. - Co ja teraz złowię? Słońce pali, bąki tną, poparzone, otarte nogi pieką i swędzą jednocześnie. Rzucam w poprzek nurtu, przytrzymuję, Stick 4,5 JST po łuku nurkuje do dna, wtedy zaczynam wolno skręcać, zatrzymuję, prowadzę nieregularnie. Targnięcie! SsstooOOoop - co jest? Zaczep? Szczupakówka mocno wygięta, żyłka 0,16 - już po wobku... Kłody nie wyciągnę.
JEEEdzieEE ee! rybsko pulsująco sunie pod prąd na środek rzeki. Spokojnie, bez emocji, bez gwałtownych szarpnięć, nerwów, bez wysiłku. Kołowrotek popuszcza w sam raz, byle żyłka nie pękła! Stop, stoi sobie przy dnie i ani drgnie. No to chyba już wiem co to może być. Zaciąłem królową! Unoszę kij do góry, kongerek ciut popuszcza ale wybieram koło metr żyłki. Próbuję pompować. Z trudnością odzyskuję nawój po nawoju. Aaa, gdzie tam... brzana zabiera dwa razy tyle ile odzyskałem, już jest daleko.



Puchar Dorado 2006 r.

Kris
o k...!

Marcin
Na szczęście nie ucieka panicznie w dół, bo nogi obdarł bym do kości w gonitwie przez zarośla. Jest na wprost za połową rzeki. Podciągam. Zachowuje się spokojnie, jakby jej się patyczek zaplątał w wąsy - ciekawe jaka duża? Tyle się słyszało o waleczności tej ryby. Ta zachowuje stoicki spokój. Cóż? Póki co ma przewagę.

Kris
Hehe:)

Marcin
Co ją podciągnę, to ona spokojnie murując do dna odpływa. Kris
Cienka żyłka!!

Marcin
Piąty, siódmy raz pompuję. W końcu widzę, że udaje mi się poderwać ją od dna i sprowadzić bliżej brzegu, ale wcale nie jest to sytuacja komfortowa. Nurt w rzece jest o wiele silniejszy w partiach środkowych niż nad dnem. Rywalka wykorzystuje to i już jest 15 m niżej, ale wyraźnie spokorniała. Już tak zdecydowanie nie odpływa. Ręka mnie już boli a końca walki nie widać. Teraz luzuję hamulec, ślizga się nawet przy pompowaniu. Spodziewam się, że jej brak emocji i stopniowa rezygnacja to tylko podpucha. Krok po kroku prowadzę ją wbrew nurtowi i rybiej woli bliżej siebie. Jest już kilka metrów ode mnie: 5, 4, 3 metry, podciągam ją jeszcze bardziej. Jest! Piękna! Jeden grot w siedzi pewnie w pysku, druga kotwiczka wbita gdzieś pod skrzela. Zobaczyła mnie!!!!!!!! - Bzzzzzz, bzzz, bzzzzz, bz bz. Uf, zatrzymała się.

Kris
o! ...ale jazda!!

Marcin
Miałem nosa, że popuściłem hamulec. Inaczej byłoby po zawodach. Zerwała się przy mnie do ucieczki, jakby zobaczyła pterodaktyla

Kris
hehehe :) kilera zobaczyła :)

Marcin
Zwrot w dół był imponujący. I znowu jest daleko na dodatek trzyma się dna. Nie daję jej odpocząć. Pompowanie, pompowanie, ręka boli już jakbym byka trzymał a nie jakąś tam rybę. Czas mija, teraz dopiero zauważam, że bąki tną mnie w najlepsze. A niech im ... Pakerka znów jest blisko. Wchodzę do wody. Brzeg dość szybko niknie pod burym lustrem ale udaje mi się bezpiecznie stanąć. Podbieraka oczywiście nie mam. Podciągam ostrożnie złocistą brzanę 2m ode mnie. Jest śliczna. I cały czas pewna siebie, spokojna i nieprzewidywalna. Chcę ją wmanewrować między kamienie, gdzie jest ciut miejsca na chwyt ręką. Nie, nie! to jeszcze nie teraz. Odpływa. Jeździ sobie w górę i w dół, chce murować ale nie pozwalam jej na to. Z uporem maniaka podciągam ją do siebie n-ty raz. Ciekawe jak długo to trwa? Zaczynam się zastanawiać, czy nie przełożyć wędziska do lewej ręki, bo tracę czucie, dłonie białe... Jest tuż tuż! Bzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz, bzzz, bzzzzzzzzzzz. No, nie mogę...

Kris
ja pitolę :/

Marcin
Stoi sobie gdzieś w rynnie a ja znowu rozpoczynam przeciąganie liny. Tym razem idzie już zdecydowanie raźniej, jednak boję się o kondycję żyłki. Słyszałem, że brzana potrafi tak się przekręcić, że z łatwością przecina żyłkę na brzeszczocie płetwy grzbietowej... ale zdaje mi się, że tego manewru nie zastosowała, bo dobrze ją pilnowałem.

Kris
i jak?? bo mnie ciekawość zżera!!

Marcin
Mam ją blisko, pod nogami. Tylko jak ją podholować do lądowiska i zakończyć walkę na swoją korzyść? Barbus barbus nie protestuje, poddaje się przy brzegu, pewny chwyt ręką i na brzeg!

Kris
co? - Majster dokończysz dziś ?

Marcin
Radość, szczęście, ulga i satysfakcja. Dopiero po raz drugi w swojej praktyce łowiłem na Sanie, więc uważam start w zawodach za spory sukces! Na dodatek to druga brzana w życiu i taka ładna. Więcej miarowych ryb nie złowiłem. W klasyfikacji generalnej uplasowałem się gdzieś w połowie stawki ale otrzymałem śliczny puchar za największą brzanę zawodów! Jest się czym pochwalić.

Kris
ile miała?

Marcin
1,475 kg i mniej więcej 58-60 cm



Puchar Dorado 2006 r.

Kris
hhoho gratulation!!

Marcin
Dzięki. Kris! W przyszłym roku płacisz górskie, zakładamy Drużynę i Go! na zawody! Nie wymigasz się.

Puchar Dorado 2006 r.



Marcin Pawiński

Powrót do Listy     |     Do góry
Copyright © 2005 Dziki (HTML, PHP, JavaScript), Ariusz (Design)