Dorado Triada - Woblery Przygoda Produkty Gdzie Kupić Firma Sklep
  Zaloguj się...
 login
 Hasło
kontakt  KONTAKT siedziba  SIEDZIBA
Przjaciele piszą
Dorado Triada - Forum
Dorado Triada - Rekordy
O Woblerach Dorado Triada
Drużyna Dorado
  Drużyna Dorado [1] [2] [3] [4] [5] [6]  
Bender Powrót do listy artykułów
Puchar Dorado
W dniach 22 i 23 lipca na rzece San w miejscowości Słonne odbyły się dwudniowe zawody spinningowe o puchar Dorado. Od dłuższego czasu na ziemię nie spadła ani kropla deszczu, więc większość zawodników nastawiła się na wędkowanie w czystej wodzie. Niestety, gdy w piątek wieczorem poszedłem nad rzekę sprawdzić, na co reagują ryby okazało się, że woda jest dość brudna. Pocieszał jedynie fakt stabilności jej stanu. Wieczorem sytuacja zmieniła się; niebo zasłoniły chmury, z których chwilami siąpił lekki deszczyk. Nie przeszkodził nam on oczywiście w grillowaniu skrzydełek i rozmowach do późnej nocy.

Rozmowy przy grillu

Rzeka została podzielona na dwa sektory: Pierwszy od kładki w górę i drugi od kładki w dół. Sobotni start zaplanowano na godzinę 7.00. Łowiłem w sektorze A. W momencie rozdawania prowiantu zaczął padać mocny deszcz. Plułem sobie w brodę, gdyż-w celu zredukowania bagażu nie wziąłem z domku kurtki przeciwdeszczowej i już po kilku minutach byłem cały mokry. Ruszyłem jednak na upatrzoną dzień wcześniej miejscówkę i klasycznie zacząłem od wykonania kilku rzutów i spuszczeń z prądem sprawdzonej stonki własnej roboty. Miałem pecha, gdyż w pewnym momencie odwróciłem wzrok od przynęty, wyciągnąłem ją z wody i zobaczyłem tylko grzbiet odpływającego (całkiem pokaźnych rozmiarów) klenia. Po jakimś czasie zmieniłem miejsce łowienia, nie przyniosło mi ono jednak ryb. Zgodnie z radami doświadczonych wędkarzy stanąłem w okolicy kładki i zobaczyłem ładne ataki bolenia. Bez wahania zmieniłem przynętę na boleniowy wobler i kilkanaście razy obrzuciłem miejsca ataku. W pewnym momencie poczułem na kiju uderzenie i przez chwilę siłowałem się z rybą, która jednak po kilkunastu sekundach spadła. Posłałem jeszcze kilka razy przynętę w miejsce poprzedniego ataku, jednak i tym razem bez rezultatu. Postanowiłem dalej szukać kleni. W okolicach kładki dostałem jednego. Miałem szczęście, gdyż mierzył równe 26cm. Pomyślałem, że jest dobrze, bo bez ryby już nie będę (a tego bałem się najbardziej). Następnie ruszyłem w górę rzeki mieszając przy tym w pudełku z przynętami. Zdołałem przy tym zaciąć dwa niemiarowe kleniki. W końcu trafiłem z odpowiednim kolorem i skrupulatne obłowienie kilkudziesięciometrowego odcinka rzeki przyniosło mi 9 kleni. Niestety, tylko jeden nadawał się do wagi. Później brania ustały. Zająłem się obławianiem burt brzegowych, gdzie wymęczyłem jedynie kolejnego niedomiarka. Czas mijał, a ja miałem tylko dwie wymiarowe ryby. Szczęście uśmiechnęło się do mnie w ostatnim rzucie tury, gdy wracałem do wagi. Dostałem trzeciego klenia i z wynikiem niespełna 0,5kg zakończyłem łowienie. Pierwszego dnia do wagi przyniesiono całą masę kleni (niestety zabrakło okazów) i dwie ładne brzany w tym jedną prawie półtorakilogramową.

Największa brzana zawodów

Po pierwszym dniu uplasowałem się na 5 pozycji, natomiast Arek (kolega z drużyny) na 4. Drużynowo dało nam to coś koło 4 miejsca. Wieczorem wspólnie siedliśmy przy grillu, jedliśmy kiełbaskę, karkówkę, nieco później złowione tego dnia ryby. Potajemnie dyskutowaliśmy na temat najlepszych miejscówek i najłowniejszych przynęt.
Następnego dnia zwlokłem się z łóżka, zjadłem szybkie śniadanie i poszedłem z Arkiem na miejsce zbiórki. Poprzedniego dnia namierzyliśmy dwa obiecujące miejsca, na które koniecznie chciałem wejść jako pierwszy, więc od razu po komendzie „start” pewnie, szybkim krokiem, wysunąłem się na czoło wędrujących w kierunku wody wędkarzy. Dokładnie przeczesałem najładniejsze miejsca, ale złapałem tylko dwa niemiarowe kleniki. Niestety woda nieco opadła i się lekko oczyściła, a klenie miały wszystko gdzieś. Przeszedłem wiec przez kładkę i usadowiłem się tuż pod nią. Już po chwili złapałem klenia. Wprawdzie ledwo wymiarowy, ale 27cm miał i do wagi się nadawał. Uparcie przeczesywałem spory obszar wody, jednak nie miałem nawet odprowadzenia. Spojrzałem na zegarek. Okazało się, że zostało mi jeszcze niespełna 1,5h łowienia. Wynik miałem mierny, uratował mnie mogła tylko duża ryba. Nie miałem nic do stracenia, więc udałem się w dół rzeki. Na marsz straciłem ponad 20 minut. Natrafiłem na bardzo ładne miejsce. Kawałek kamienistej plaży, dalej mocny nurt, a zaraz przy brzegu dość głęboka woda i..ostro żerujące bolenie! Postanowiłem, że muszę złapać co najmniej jednego. Atakowały bardzo blisko mnie, więc obawiałem się, że się przestraszą i uciekną a ja zostanę tylko z jednym klenikiem. Zacząłem czesać wodę boleniowym woblerem (Tender 7). Za którymś razem, gdy powoli zaczynałem wątpić w swoje wędkarskie umiejętności, kilka metrów ode mnie nastąpiło potężne uderzenie. Kij wygiął się w pałąk, a ryba poszła z prądem około 30 metrów. Myślałem, że to koniec, gdyż na szpuli miałem żyłkę 0,14 mm, która tego dnia przeszła już bardzo wiele (dużo zaczepów). Podszedłem kilka metrów w stronę ryby i zacząłem delikatnie pompować. Po chwili wyciągnąłem z plecaka podbierak i dziwiąc się, że wszystko trwało tak krótko spróbowałem podebrać bolenia. Wyłożenie się na boku okazało się zwykłą zmyłką i już po kilku sekundach ryba znowu była daleko ode mnie. Tym razem poszło znacznie łatwiej i po kilku chwilach miałem już bolenia w podbieraku. Na brzegu zebrało się kilku wczasowiczów, którzy po szczęśliwym zakończeniu bili mi brawo. Szybko mierzę, ma 58cm. Sprawdzam żyłkę. Jej struktura przypomina teraz brzeszczot. Ucinam kilka metrów, wiążę nową agrafkę i kątem oka widzę kolejne boleniowe ataki. Niestety, do końca tury (około 10 minut) nie miałem już żadnego brania. Wykończony wróciłem do wagi, gdzie byli już prawie wszyscy uczestnicy. Mój wynik dał mi pierwsze miejsce w sektorze i czwarte w klasyfikacji końcowej. Niestety Arek skończył turę bez ryby. Późniejsze, dokładne mierzenie bolenia wykazało, że ma 62cm. A oto końcowe wyniki:
1 Marek Guzik - 4 pkt
2 Tomasz Czapek - 5 pkt
3 Marek Czapek - 6 pkt
4 Mateusz Gajewski - 6 pkt (JA)
5 Józef Gliński - 6 pkt
6 Daniel Kopcza - 8 pkt


Klasyfikacja drużynowa:
1 "Anmar" Gliwice - 9 pkt
2 "Team Samol" Gliwice - 14 pkt
3 "Klub Wesołego Okonia" Brzozów - 15 pkt
Największą rybę zawodów (szczupaka) złowił Czubski Feliks (1955 pkt)
Największa brzana została złowiona przez Marcina Pawiańskiego (1475 pkt)
A oto kilka zdjęć:

Mój boleń



Puchary



Zwycięzca zawodów



Najlepsi w klasyfikacji indywidualnej


W zawodach wzięło udział 18 wędkarzy, a na imprezie zjawiły się całe rodziny i sympatycy łowienia - łącznie 30 osób.
A ja już teraz polecam wszystkim przyszłoroczne zawody. W tym roky była wspaniała pierwsza nagroda - wędka z dożywotnią gwarancją od "Fishing Center" z dedylkacją Dorado. Ciekawe jaka będzie nagroda w przyszłym roku...

Powrót do Listy     |     Do góry
Copyright © 2005 Dziki (HTML, PHP, JavaScript), Ariusz (Design)