Dorado Triada - Woblery Przygoda Produkty Gdzie Kupić Firma Sklep
  Zaloguj się...
 login
 Hasło
kontakt  KONTAKT siedziba  SIEDZIBA
Przjaciele piszą
Dorado Triada - Forum
Dorado Triada - Rekordy
O Woblerach Dorado Triada
Drużyna Dorado
  Rekordy i ... [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7]  
Rafał Puchajda Powrót do listy artykułów

W sobotni poranek wypływamy z kolegą na sandacze, w rejonie zatoki Teleśnickiej na zalewie solińskim. Zaczynamy biczować wodę klasycznie, na pierwszy ogień w ruch poszły nasze wypróbowane gumy. Rzucamy i rzucamy, minęło, dwie godziny a tu lipa ani jednego puknięcia, mgła zeszła, wyszło piękne słoneczko, ani jednej chmurki, pogoda wymarzona. Jeszcze te przecudne kolory bieszczadzkiej jesieni. Postanawiamy się pokręcić gdzieś po okolicy, może sandacze się gdzieś przeniosły? Podpływamy bliżej brzegu z którego wypływa mały potoczek tak na zasięg pełnego rzutu może tam przynajmniej będzie jakaś drobnica a wiadomo że gdzieś w pobliżu czają się drapieżniki. Zaczynamy od nowa. Darek już powoli zaczyna wątpić czy w ogóle coś dziś uda nam się złowić i zaczyna się wyśmiewać ze mnie że jestem Jonasz. Jednak po kilkunastu minutach udaje mu się zaciąć ładnego sandacza, który po krótkim holu ląduje w podbieraku. Miara wskazuje 86cm, tak na oko 6 kg. Więc jednak nie jestem Jonaszem! Nagle parę metrów od ujścia potoczka kątem oka dostrzegłem małle zawirowanie wody i uciekającą w popłochu drobnicę, cicho pomyślałem, że to może być czasem jakiś zębaty, postanawiam zmienić gumę na woblera i przynajmniej parę razy rzucić w to miejsce. Wybór padł na Lake'a 7cm w kolorze silver, tonący (S), firmy Dorado, zresztą bardzo dobry i już wielokrotnie wypróbowany na szczupaki i sumy, bardzo długi przypon bo około 60cm (oczywiście wolfram), no i "zapodaję" moją przynętę do wody. Pierwszy rzut i nic, drugi tez na pusto, trzeci i nagle poczułem jakby lekkie trącenie w mojego woblera, od razu rzuciłem w to samo miejsce, jednak tym razem postanowiłem znacznie szybciej zwijać kołowrotkiem i troszkę więcej kombinować szczytówką, naśladując tym chora uciekającą rybkę. Moje rozumowanie tym razem się powiodło, po dwóch lekkich uderzeniach poczułem takie przytrzymanie jakbym wjechał gdzieś w zielsko. Odruchowo dość mocno zacinam i wrzeszczę do Darka JEST! Oczywiście dostałem cały wykład na temat holu. Z początku kij lekko wygięty, szacujemy szczupaka gdzieś w okolicy 70 cm, dopiero po chwili zaczął dawać żaru i od razu wiedzieliśmy że mam do czynienia z czymś większym,


zrobił kilka bardzo gwałtownych odjazdów, tak ze kij mi się już wyginał w rękojeści i za chwilę odbił w stronę łódki po czym przepłynął pod łodzią (aż mi się zjeżył włos na głowie), ale na moje szczęście (nie wiem jak on to zrobił) przeszedł nad kotwica, jeszcze dwa ale już krótkie odjazdy i w końcu ujrzeliśmy jak z toni krystalicznie czystej wody wyłania się krokodyl. Darek już czekał z podbierakiem i jednym, pewnym ruchem pakuje moją zdobycz na dno łódki. Obaj przez chwilkę oniemieliśmy z wrażenia, poczym złożył mi gratulacje. Mnie nogi trzęsły się jeszcze bardzo długo i dosłownie nie mogłem uwierzyć, że taki potwór dał się wyholować stosunkowo delikatnym sprzętem w tak krótkim czasie. Mówię do Darka spływamy do brzegu na sesję zdjęciową, po zrobieniu kilkunastu zdjęć postanawiamy już dać sobie spokój z dalszym wędkowaniem i wracamy do domu. Po powrocie mierzymy i ważymy szczupaka okazuje się ze ma 113 cm długości i 11,5 kg. wagi. Wieczorkiem palimy grilla popijamy "browka" i jeszcze raz analizujemy nasza wyprawę. Życzę wszystkim kolegom wędkarzom takich wyników, bo naprawdę dla takich emocji i adrenaliny jaka towarzyszy podczas takiego holu warto żyć!

Powrót do Listy     |     Do góry
Copyright © 2005 Dziki (HTML, PHP, JavaScript), Ariusz (Design)